Październik 2018
P W Ś C P S N
« Sie    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
  • 47 233
  • 7 458

Świadectwa

Nasze bezalkoholowe wesele – świadectwo Sylwii i Józka z Krakowa

Tak się złożyło, że nasz ślub odbywał się w sierpniu, czyli w miesiącu trzeźwości. Jakkolwiek by na to nie patrzeć Polacy jako naród do tej pory zbierają żniwa związane ze skutkami wzrostu alkoholizmu w czasach przemian ustrojowych. Niejedna rodzina do dziś ma w swoim udziale tragiczne skutki alkoholizmu, przekazywane z resztą z pokolenia na pokolenie. Naszymi głównymi powodami do podjęcia decyzji o wyprawieniu bezalkoholowego były: świadomość zaburzonej kultury picia alkoholu w Polsce, bezpośrednia styczność z osobami silnie uzależnionymi i bycie świadkiem tragicznych skutków picia, a także pochodzenia męża z rodziny, w której około 50% jej członków ma podpisane (na całe życie) krucjaty w intencji osób uzależnionych i ich rodzin – co oznacza, że alkoholu nie piją, nie kupują, nie podają innym. My obydwoje z mężem alkohol pijemy, więc nie była to decyzja w jakimś stopniu wymuszona przekonaniami. 

Co z gośćmi? No właśnie – przyjdą, czy nie przyjdą? Jak to będzie wyglądało, co zrobić, żeby się nie nudzili, żeby chcieli tańczyć (przecież wiadomo, że w Polsce tańczy się tylko po alkoholu). Jasne, że mieliśmy wątpliwości – ale to właśnie było dla nas wyzwaniem i pomimo wielu godzin pracy nad organizacją takiego wesela, zmęczenia i prześcigania się w pomysłach na to co możemy zrobić, żeby nasi goście o alkoholu nawet nie myśleli, nie poddaliśmy się (a kilkakrotnie padały pytania “Może chociaż wino?”. Wtedy zawsze jedno z nas oburzało się i mówiło: Nie! Podjęliśmy taką decyzję, teraz trzeba pokazać, że tak się da!). Czy obawialiśmy się reakcji gości? Tak. I braliśmy oczywiście ich potrzeby pod uwagę, bo przecież wiemy, że ślub jest dla nas, ale wesele dla nich – w Polsce przecież wierzymy, że wyprawiając imprezę, to gospodarz jest odpowiedzialny za to jak ona będzie przebiegać i jak będą bawić się goście. Właśnie o tym myśleliśmy planując nasze wesele.
Poza tym jako ludzie dość towarzyscy i otwarci podchodziliśmy z troską do naszych rodzin i znajomych – po co zabierać ich na imprezę, na której nie zamierzamy zwracać na nich uwagi? Na naszym weselu pojawiło się ostatecznie 150 osób z zaproszonych około 200, niektórzy z gości przejechali ponad 300 kilometrów żeby być z nami w tym ważnym dniu.

Pomimo, że my nie mieliśmy żadnych problemów z przekazaniem naszym rodzinom wiadomości, że alkoholu na weselu nie będzie, to świetnie zdajemy sobie sprawę, że w podobnych sytuacjach rodzice się wręcz obrażali. Nie raz słyszeliśmy od znajomych “Super pomysł, ale moi nigdy by na to nie poszli. Ojciec to by nie przyszedł” albo “Proponowałam to, ale moja mama powiedziała, że pół rodziny nie przyjdzie i że wyjdziemy na SKĄPCÓW”. Moim zdaniem to trochę… okropne. Potwierdza to tylko ogromną presję związaną z piciem w naszej kulturze.
Młodzi ludzie postawią się każdej opinii i mają zdanie w najważniejszych sprawach – potrafią tupnąć nogą i wymusić niekiedy nawet najdziwniejsze rozwiązania, ale z alkoholem się nie dyskutuje… Dlatego ja proponuję: Jeśli masz w sercu taką chęć, potrzebę, czy zwyczajnie jest Ci wstyd za kogoś kiedy widzisz go na każdej rodzinnej imprezie pijanego na kolanach, czy jako największego błazna na parkiecie (wszyscy się śmieją, ale w środku każdemu wstyd – nie oszukujmy się) – WYŚWIADCZ MU PRZYSŁUGĘ i pozwól na swojej zabawie zachowywać się godnie – aby wszyscy mogli tę osobę poznać z innej strony.

Planując wesele bezalkoholowe od razu myślimy – ludzie nie będą się bawić. Jak ich rozluźnić? Znając naszych rodaków wiemy że lubią się dobrze bawić a do tego potrzebna jest dobra muzyka. Muszą się też czuć komfortowo podczas zabaw, bo nie będą “znieczuleni”. Przyjęliśmy więc zasadę, którą usłyszałam od lidera orkiestry, którą zatrudniliśmy na wesele: “Nie bawimy się cudzym kosztem”. To idealnie wpisało się także w nasze pojęcie o zabawie na weselu bez alkoholu. Poza tym nie podobały nam się propozycje prowadzenia imprez otrzymane od wodzirejów… Więc sami zostaliśmy wodzirejami na własnym weselu! Potrzebny nam był tylko mikrofon i kilka rekwizytów (na kwotę łącznie około 250 zł). Wymyśliliśmy mnóstwo zabaw dla gości – zgodnie z ich zainteresowaniami i zamiast śpiewać “idziemy na jednego” przeprowadzaliśmy kolejne zadania. Wszyscy byli nimi naprawdę zainteresowani – z ogromną ciekawością czekali na kolejne, ponieważ każdy swoje zadanie miał ułożone w kopercie z numerem na miejscu gdzie miał siedzieć. Były to zadania grupowe i indywidualne – w zależności od charakteru osoby (nie wszystkie miały rozstrzygnięcia “publiczne”, wiedząc, że ktoś jest mniej śmiały nie zmuszaliśmy do zwracania na siebie uwagi).

Po naszym weselu ludzie podchodzili do nas i mówili, że nigdy wcześniej tak dobrze nie bawili się na weselu i żebyśmy nie mówili tego jej/jego siostrze czy bratu, który miał wesele parę miesięcy wcześniej Takie telefony otrzymywaliśmy jeszcze długo po ślubie. Znajomi często rozmawiając z nami w cztery oczy przyznawali, że nie spodziewali się tak dobrej zabawy! Dla nas to był największy komplement. Z pełną szczerością dzisiaj przyznajemy, że było warto i polecamy ten rodzaj imprezowania. Dzięki prowadzeniu tych zabaw może nie zjedliśmy dużo, ale mieliśmy kontakt z dosłownie każdą osobą na naszym weselu. Goście bardzo chętnie brali udział w zabawach, bo dzięki dobraniu ich pod względem umiejętności i talentów – każdy chciał się pokazać od jak najlepszej strony! Gdybyśmy mieli to zrobić po raz kolejny – nic byśmy nie zmienili!